.

  Czytelnia     Dołącz do nas     Czasopismo     Forum     Portal     Kontakt     Home  



O rozmnażaniu wegetatywnym i ukorzenianiu szczepionych Ariocarpus - Jerzy Kłosiński


Kaktusy i Inne, 3:4, 2006

    Jestem z kaktusami już trochę i pamiętam czasy kiedy o kaktusy nie było tak łatwo jak teraz - pamiętam m.in. jak przez połowę dnia jechałem po Aylostera heliosa na drugi koniec Polski. Obecnie można mieć wszystko, wystarczy kilka kliknięć myszką i prawie każdą wymarzoną roślinę przynosi do nas, ładnie zapakowaną, listonosz. Stąd się bierze pewnie zjawisko wyrzucania na śmietnik wszystkiego co zaczyna gnić. Na moje pytanie dlaczego - odpowiedź szczera: a co z tym zrobić?
    Ale przecież można, mając nawet mały zdrowy kawałeczek kaktusa, podjąć próby uratowania rośliny, i z reguły szanse są duże, co jest znaną dodatnią cechą u kaktusów, i warto ją wykorzystywać. Pokolenie kaktusiarzy, które z dużym trudem czasem zdobywało rośliny, pamięta te sposoby i może by warto było je przypomnieć.
    Ja mam pewien niezawodny sposób na ukorzenianie wszystkiego. Prosty i skuteczny zarazem, który przedstawiłem na załączonych zdjęciach na przykładzie Ariocarpus agavoides. Na nich to widać dwie fazy ukorzeniania odciętego zrazu (często się zdarza przecież, że podkładka pada a zaszczepienie dużych zrazów już nie bardzo się udaje). Jak można zauważyć, zraz poradził sobie dobrze. Również nawet wtedy, jeśli mamy tylko jedną zdrową brodawkę danej rośliny, to też nie należy się poddawać - trwa to trochę dłużej, ale też może się udać. Oczywiście jest to metoda bardziej skomplikowana i trwa nawet kilka miesięcy, ale satysfakcji z tego jest o wiele więcej niż kliknąć kolejny raz i zamówić nowa roślinę. Nawet jeśli nam został tylko bardzo mały kawałeczek rośliny, też możemy go zaszczepić, i po jakimś czasie wyrośnie nowa.
    Metoda jest prosta, ale jak ją czasem przedstawiałem innym kolekcjonerom, wywoływała dyskusje i wiele wątpliwości - więcej było głosów np., że pleśń się pojawi, że roślina zgnije itp. Stąd powstały zdjęcia.
    Wystarczy słoik, jak na zdjęciu, wypełniony żwirem o średnicy kilku mm, trochę wody na dnie, ale mało - tylko tyle żeby po jej odparowaniu na dnie słoika jej nie było, a powierzchnia żwirku w słoiku była sucha. To warunek konieczny do ukorzenienia z sukcesem.
    Drugim koniecznym warunkiem jest prawidłowe przygotowanie rośliny. Ranę po cięciu trzeba dokładnie zasuszyć i to musi trwać odpowiednio długo. Na ranie powinna się wytworzyć gruba skrupa. Nie ma obawy - korzenie oczekujące ją przebiją jak przyjdzie czas. Im grubsza jest ta skórka tym nasz kaktus jest odporniejszy na gnicie. Można tę ranę zasypać ukorzeniaczem, ale nie jest to konieczne - i bez tego kaktus sobie poradzi .
    Tak przygotowaną roślinę układamy na powierzchni żwirku pamiętając o wlaniu małej ilości wody. Zamykamy słoik szczelnie i wystawiamy na słońce. Można go osłonić jeżeli słońce jest ostre. Ważne żeby słoik był w jasnym i ciepłym miejscu, ale temperatura nie przekraczała 35oC.
    I teraz czekamy na pierwsze korzenie oczekujące. Czasem to trwa długo, nawet dwa miesiące. Jeżeli korzenie oczekujące się już pojawią, wyjmujemy roślinę. Korzenie powinny mieć około 1 cm. Wsadzamy roślinę do doniczki z substratem szybko przesychającym i podlewamy bardzo obficie. Wody naprawdę powinno być dużo, i doniczka powinna być wilgotna co najmniej przez kilka dni. Nie może wyschnąć za szybko - chodzi o to by mogły rozwinąć się korzenie. W tym momencie obfitość wody nie jest niebezpieczna. Następne podlania powinny być już odpowiednie do rośliny i już nie tak obfite. Roślina nadal jest bardziej narażona na gnicie i dopiero w drugim roku można ją traktować normalnie.
    Tę metodę przedstawiłem na przykładzie A. agavoides, który jest uważany z trudniejszy w uprawie, ale jak widać ta metoda i w tym przypadku się sprawdziła. Można ją stosować do przenoszenia roślin szczepionych na własne korzenie. Mamy w ten sposób w dwa-trzy lata roślinę na własnych korzeniach wielkości kilkunastoletniej (gdyby ta od początku rosła na własnych korzeniach).







   






email: agavoides[a]onet.pl


.