.

  Czytelnia     Dołącz do nas     Czasopismo     Forum     Portal     Kontakt     Home  



Zagrożenia kaktusów na stanowiskach naturalnych. Część 2 - Jerzy Bartylak


Kaktusy I Inne, 2:2, 2005

OPUBLIKOWANY JEST TU JEDYNIE TEKST ARTYKUŁU


    A zima była ciężka tego roku... Nie jest to cytat z jakiejś powieści, lecz smutna rzeczywistość. Pasma górskie Ameryki Północnej - Góry Skaliste w USA oraz Sierra Madre Zachodnia i Wschodnia w Meksyku - przebiegają z północy na południe i nie stwarzają żadnej przeszkody dla mas lodowatego, podbiegunowego powietrza, które dociera nawet do północnych rejonów Meksyku, nie zaskakując tym nikogo. Ale na przełomie 1997/98 roku, za sprawą nieobliczalnego zjawiska klimatycznego "EL Nino", wdarły się dużo dalej na południe. Niespotykane w tych rejonach mrozy (do -12 oC) i śnieżyce spowodowały śmierć wielu mieszkańców, zniszczenia w gospodarstwach i roślinności
    Poszczególne ekspedycje "kaktusiarzy", zaskoczone na początku lutego przez mrozy do kilku stopni poniżej zera oraz opady śnieżne nawet do 15 cm, donosiły o spustoszeniach na wielu stanowiskach. Pomiędzy San Luis Potosi i Huizache mocno ucierpiały populacje Myrtillocactus geometrizans. Jak podaje Milan Zachar (Cactaceae etc., 1998/2) - "szokował widok gęsto rozrośniętych myrtillokaktusów, praktycznie spalonych mrozem. Młodsze rośliny uległy całkowitemu zniszczeniu, natomiast starsze odrosną ze zdrewniałych części pędu. Obraz ten powtarzał się i w innych miejscach stanu Hidalgo". W rejonie Yecora, gdzie znajduje się bogata populacja Mammillaria saboe var. haudeana, wiele egzemplarzy wymarzło, ale gatunek ten zachowuje nasiona ukryte wewnątrz korpusów starszych roślin. W tym przypadku wyginięcie poszczególnych osobników przyczynia się do szybkiego odrodzenia populacji.
    Epithelantha micromeris, która występuje na dużym obszarze południa USA i północnego Meksyku - porastając wapienne kamieniste zbocza, półki skalne z naniesionym piaskiem i żwirem oraz pozbawione innej roślinności górskie piargi - zwykle bez problemów znosi krótkotrwałe przymrozki, ale w tym szczególnym roku temperatura spadła zbyt nisko. Na stanowiskach na północ od Monterrey ekspedycje znajdowały setki martwych, zniszczonych mrozem roślin.
    Podane przeze mnie dotychczas przykłady zagrożonych gatunków przy sprzyjających warunkach nie muszą oznaczać całkowitej zagłady poszczególnych populacji. Ale kraje "rozwijające się", jak sama nazwa mówi, powoli ale nieustannie sięgają coraz głębiej w obszary dotąd niejako dziewicze. Forpocztą jest rolnictwo, lecz za nim nieuchronnie kroczy urbanizacja, industrializacja i związane z nimi wszechobecne składowiska odpadów.
    W środkowej, górzystej części stanu Nuevo Leon, niższe partie gór i wzgórz odznaczają się bujniejszą roślinnością. Łagodnie pochylone zbocza porastają drzewa i krzewy, zaś dna dolin bujnie pokrywa trawa, tworząc prawdziwe łąki. Właśnie na tych łąkach i ich obrzeżach znajdują się stanowiska miniaturowych echinocereusów, np. E. knippelianus, E. knippelianus var. schatzlei, E. pulchellus, E. pulchellus var. sharpii, rosnących tutaj w dużej obfitości. Trudno się temu dziwić, gdyż występujące tu gleby są typu lessowego, o dużej miąższości, bogate w składniki pokarmowe. Spora ilość opadów i gęsta darń stwarzają siewkom idealne warunki do wzrostu, jednocześnie chroniąc je przed palącym słońcem, a zimą - przed przymrozkami. Prawdziwa idylla. I chociaż stanowiska te leżą na wysokościach od 1900 do 2300 m npm., to stanowią nie lada gratkę dla pojawiających się tu coraz częściej rolniczych gospodarstw. Doliny zamieniane są w pola uprawne lub sady, obrzeża przeznaczane pod zabudowę, a łagodnie nachylone zbocza - na pastwiska. I nieste-ty coraz częściej właśnie te pastwiska, obrzeża pól i lasów, a także polne drogi są jedynymi miejscami, gdzie można jeszcze spotkać te piękne rośliny. Jeżeli jeszcze do tego dodam, że typowe stanowisko Echinocereus pulchellus var. sharpii, leżące na południowy-zachód od miasta La Ascension, zostało praktycznie całkowicie wyzbierane, a po roku 1992 ogrodzone i przeznaczone na pastwisko dla koni, to dojdziemy do jednego wniosku - wszystkie te rośliny swoją rywalizację z człowiekiem, niestety, już przegrały.
    O wiele bardziej brzemienne w skutki są zmiany dokonywane w środowisku w wyniku industrializacji. Dlatego organizacji CANTE udało się doprowadzić do umowy z władzami, w wyniku której - przed każdą większą ingerencją przemysłową w ekosystem Meksyku - jej pracownicy będą mogli wcześniej przebadać, a nawet zebrać sukulentową florę przed jej zniszczeniem. Prace takie, trwające ponad cztery lata, przeprowadzono w rejonie budowy zapory wodnej na rzece Rio Moctezuma, a od 1995 roku miał być badany teren pod budowę kolejnej zapory Aquamilpa w stanie Nayarit.
    Bardzo smutna jest historia Mammillaria scheinvariana (obecnie synonim M. crinita), skazanej na zagładę jeszcze przed jej odkryciem (Świat Kaktusów, 2000). Dzisiaj M. scheinvariana istnieje już tylko w kolekcjach. W listopadzie 1994 r. Charles Glass odwiedził jej stanowiska, zalewane już przez powoli wypełniający się zbiornik wodny. Rosła tam jeszcze w szczelinach skalnych w niewielkich grupach, w towarzystwie innych sukulentów. Kilka miesięcy później, w marcu 1995 r., gdy poziom wody podniósł się już wyraźnie, Ch. Glass po długich poszukiwaniach znalazł tylko dwie ostatnie kępki tej pięknej, biało ociernionej rośliny. Rosły zaledwie 1 m nad poziomem wody, zatem mógł ogłosić urbi et orbi, że w stanie naturalnym M. scheinvariana już nie występuje (Kaktusy, 2001/1). Na obszarze tego zbiornika znajdowały się też stanowiska równie pięknych kaktusów, takich jak: Echinocactus grusonii, E. platyacanthus, Ariocarpus kotschoubeyanus, Strombocactus disciformis, Astrophytum ornatum oraz wiele gatunków mammillarii i turbinikarpusów.
    No cóż, tak dynamicznie rozwijający się kraj musi budować hydroelektrownie, które nie tylko wytwarzają "najczyściejszą" energię, ale również poprawiają warunki wodne w kraju pełnym okresowo wysychających rzek. Są to uwarunkowania, z którymi trzeba się pogodzić, nawet kosztem zagłady jakichś populacji roślinnych. Tragiczniej jest, gdy takie stanowiska pustoszone są skutkiem ludzkiej bezmyślności.
    Jedyne znane stanowisko Mammillaria marcosii znajduje się na bardzo małym, skalistym grzbiecie o długości zaledwie 50 m i wysokości ok. 30 m. Milan Zachar wspomina, że w czasie jego pierwszego pobytu mammillarie porastały cały ten "kopiec", ale podczas drugich odwiedzin ich występowanie ograniczało się już do najbardziej niedostępnych, skalistych miejsc. Niestety, dokładne penetrowanie podobnych miejsc w okolicy nie ujawniło innych stanowisk tej rośliny (Kaktusy, 2001/1).
    Innym zagrożonym endemitem jest Escobaria cubensis. Na początku 1912 r. L.N. Britton, będąc na Kubie w prowincji Oriente, znalazł nową roślinę, opisaną później jako Coryphantha cubensis. Stanowisko to odnalazł również i Dawson w 1949 r. Po rewolucji w zasadzie można było zapomnieć o odwiedzaniu Kuby, a jeśli już udało się tam komuś dostać, to podróżowanie graniczyło z horrorem, a oddalenie się od głównej drogi bez "anioła stróża" groziło aresztem. Nic więc dziwnego. że o roślinie tej i jej stanowiskach zapomniano na ponad 20 lat. Podobno w tym okresie kilku badaczy pokusiło się o odszukanie tego - zresztą źle opisanego - stanowiska, ale niestety bez rezultatu. Dopiero w 1970 r. Jan Řiha, dzięki pomocy starego nauczyciela biologii z Holguinu, który przed wielu laty pomagał amerykańskim botanikom zbierać "maleńkie kaktusy", odnalazł to stanowisko. Jego powierzchnia obejmuje tylko 50 x 70 m wywyższenia opadającego do bagnistego potoku, a z drugiej strony ograniczona jest 50 metrowym kopcem. W okresie deszczowym jest to jedyne w okolicy miejsce wolne od nadmiernej wilgoci, o bardzo alkalicznym, ciepłym podłożu na podkładzie serpentynitu. Wszystko to sprawia, że E. cubensis praktycznie nie ma możliwości rozprzestrzeniania się. To jedyne, znane stanowisko leży już na przedmieściach Holguinu, gdzie obecnie wyrzucane są śmieci, w okresie wegetacji wypasa się dobytek, a w czasie suszy wypala się trawę i krzewy. Wszystko to mocno uszkadza rośliny, a przeżywają tylko dlatego, że tworzą niewielkie części nadziemne, za to mają wielki rzepowaty korzeń ukryty głęboko pomiędzy kamieniami, posiadający zdolność odtwarzania uszkodzonego pędu. Być może kolejna ekspedycja odnajdzie to stanowisko, ale czy będzie tam jeszcze rosła zagrożona eskobaria? (Kaktusy, 1970).
    W roku 1989 znany austriacki gymnofil, H. Amerhauser, podróżując po Argentynie w poszukiwaniu ulubionych gymnokalicjów, pomiędzy Catamarca a Ancasti znalazł stanowisko Parodia (Notocactus) submammulosa. Okazało się ono niezwykle interesujące, gdyż obok siebie wśród traw rosły egzemplarze zarówno żółto, jak i czerwono kwitnące. Jako ciekawostkę można podać fakt, że czerwono zabarwione kwiaty nie otwierały się całkowicie i nie wytwarzały pyłku. Niestety, przy ponownych odwiedzinach w 1991 r., Amerhausera czekała przykra niespodzianka. - całe stanowisko strawił pożar. Autor artykułu nie podał, czy pożar traw i krzewów spowodowany był przyczynami naturalnymi (np. uderzeniem pioruna), czy też działalnością ludzką (np. wypalaniem pod przyszłe uprawy). Natomiast podana jest informacja o znalezieniu przez wspomnianego badacza dwóch nowych stanowisk omawianej rośliny, również w górach Sierra Ancasti, ale tym razem rosły one na podłożu bardziej kamienistym, z rzadszą trawą, a więc mniej narażone na pożary (Kaktusy, 1994/2).
    Starsi kaktusiarze dobrze pamiętają czasy, gdy co kilka lat kolejne ekspedycje zapuszczały się na zupełne bezdroża i pustkowia górskich rejonów środkowej i południowej Boliwii. Była to wtedy prawdziwa terra incognita, gdzie prawie każde znalezione stanowisko owocowało nowym taksonem, ale gdzie największą radość sprawiało badaczom spotkanie z istotą ludzką. Dzisiaj największą satysfakcję sprawia odnalezienie miejsca, do którego nie dotarli jeszcze nowi osadnicy lub ich żywy inwentarz. Nieustanny głód ziemi powoduje, że pod uprawy zajmuje się miejsca niemal niedostępne, a na tych rzeczywiście niedostępnych wypasa się lamy i kozy. Pola uprawne pojawiają się nawet na mocno pochylonych zboczach, gdzie cieniutka, żyzna warstwa gleby - naruszana przez rolniczą obróbkę - w ciągu kilku lat zostaje zupełnie wypłukana przez intensywne deszcze, padające tu w okresie letnim (nasza zima, grudzień - luty). Czego nie wypłucze woda, to wywieją silne wiatry, nieustannie wiejące w porze suchej, przekształcając rejony te w zupełne nieużytki. W konsekwencji rolnictwo wkracza coraz głębiej w interior, pozostawiając za sobą przerażający widok zupełnie nagich górskich zboczy. Kolejne ekipy badaczy donoszą o postępującym zaniku poszczególnych ekotypów, a są to obszary występowania takich rodzajów, jak Echinopsis, Lobivia, Parodia, Weingartia, Sulcorebutia, Rebutia i inne.
    Kolejnym zagrożeniem dla występujących tu kaktusów jest wprowadzanie na ich stanowiska zupełnie nowych monokultur, takich jak lasy sosnowe czy eukaliptusowe, a dla stanowisk leżących w pobliżu miast - stopniowe ich pochłanianie przez rozbudowujące się aglomeracje.
    W końcu zwyciężył zdrowy rozsądek i pod naciskiem naukowców wprowadzono ograniczenia i zakazy, sporządzając listę CITES I i II, określającą gatunki ściśle chronione. Jak wiadomo, w Meksyku obowiązuje całkowity zakaz zbioru (i wywozu) nie tylko roślin, ale również i nasion. Niejedna ekspedycja miała dużo nieprzyjemności po znalezieniu w ich samochodach roślin i nasion. Konsekwencje miały i długotrwały charakter. Nasi przyjaciele z południa w pewnym okresie spotykali się z odmowami wydania wiz meksykańskich, będąc traktowani jako persona non grata. Działania władz lokalnych okazują się jednak mało konsekwentne i niezwykle wybiórcze - nie dotyczą ludności miejscowej, która z handlu poszukiwanymi roślinami uczyniła jedno ze źródeł utrzymania. Jak podaje Jan Řiha (Kaktusy, 1993/3) - "na targowiskach lub przydrożnych straganach oferowane są setki wykopanych kaktusów z kategorii CITES I. Oferowane są również litrowe słoje nasion Cephalocereus senilis, a trzeba wiedzieć, że dla zebrania tej ilości nasion najczęściej ścina się kilka, często stuletnich, egzemplarzy. Dla uzyskania sprzedawanych szklankami nasion Geohintonia czy Aztekium, miejscowi ścinają głowy tych roślin, aby już w domu z wełnistych wierzchołków nasiona te wydłubać." Wszystkie te jawne działania uchodzą uwadze miejscowych władz, ale niech no tylko pojawi się jakiś "gringo"...!
    Pomimo że masowy zbiór roślin (nawet tych chronionych) odbywa się w dalszym ciągu, ograniczenia w sposób dotkliwy odczuwają głównie niewielkie ekspedycje prawdziwych badaczy amatorów i miłośników kaktusów, a ich udział w odkryciach i badaniach tej grupy roślin był i jest nadal bardzo istotny. Beznamiętne przepisy stwarzają jednak istotną barierę, gdyż na nowo odkrytym stanowisku najczęściej nie da się stwierdzić, czy występujące na nim rośliny należą do gatunku nowego, czy też zostały już opisane. W tym celu rośliny trzeba zebrać, i to kilka sztuk, aby przebadać zmienność w obrębie całej populacji i ewentualnie złożyć holotyp, co jest m.in. jednym z wymogów ważności opisu nowego taksonu. A to już wiąże się z łamaniem przepisów prawa.
    Te niekonsekwencje w ochronie zagrożonych gatunków powodują, że do amatorskich kolekcji wciąż trafiają nielegalnie zbierane nasiona, czy tzw. "importy" dorosłych roślin wprost ze stanowisk naturalnych. Równie niekonsekwentnie postępują sami miłośnicy kaktusów, odwiedzając znane już stanowiska i zbierając z nich typowe rośliny. Mogę natomiast zrozumieć - także nielegalny - zbiór nasion, gdyż prawdziwi kaktusiarze nie tolerują krzyżówek, bardziej ceniąc oryginalny materiał siewny. Trudno też dziwić się, że zbierane są również rośliny, ale jak tu się oprzeć, gdy natrafi się na wyjątkowy egzemplarz o nietypowym pokroju, imponującym ociernieniu lub z niespotykanie pięknym kwiatem. Dzięki temu w kolekcjach pojawia się całe bogactwo form stanowiskowych zaskakujących swą różnorodnością, wzbudzając coraz większe zainteresowanie nie tylko samą uprawą, ale i ochroną ulubionych przez nas roślin.
    Na zakończenie chciałbym zaapelować o przestrzeganie pewnych zasad, chociaż brzmią trochę przewrotnie do całej idei zawartej w tym artykule:
- nie zbierajmy roślin zagrożonych wyginięciem, chyba że za plecami stoi już jakiś buldożer i rośliny te i tak skazane są na zagładę,
- nie zbierajmy stenoendemitów (ścisłych endemitów), czyli roślin występujących w niewielkiej ilości na jedynym stanowisku o niewielkiej powierzchni,
- jeśli już zbieramy, to tylko w celu rozmnożenia, aby zmniejszyć zapotrzebowanie na rośliny importowane; obowiązuje tu moralna zasada - co zostało przyrodzie zabrane, trzeba to później w jakiś sposób oddać.

zebrał Jerzy Bartylak


.